Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukier. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Chleb z ziarnami na zakwasie



Zawsze sądziłem, że pieczenie chleba to nie lada sztuka, wymagająca wielkich umiejętności kulinarnych. Do czasu, aż sam spróbowałem.
Niektórzy mówią, że najlepiej zakwas wziąć od kogoś, kto już takowy ma. Oczywiście w Internecie można znaleźć przepisy na zrobienie własnego "startera", jednak równie łatwo można namierzyć kogoś, kto chętnie podzieli się odrobinką. Wystarczą dwie łyżki, a potem już będzie z górki, bo zakwas można łatwo przechowywać i jest całkiem trwały, jeśli stoi w warunkach chłodniczych. Zakwas, z którego ja skorzystałem, otrzymałem od mojej Mamy, która z kolei uszczknęła odrobinę od swojej sąsiadki, specjalistki w wypieku chlebów. Tak właśnie powstaje "historia" zakwasu. Po jego użyciu do chleba i pozyskaniu nowej porcji z już przygotowanego ciasta chlebowego wystarczą 2-3 dni, aby bakterie się rozmnożyły i zakwas nabrał swojej magicznej mocy, a wytrzyma w lodówce do 10 dni.
Co więcej, własnoręcznie przyrządzony chleb to zupełnie inna jakość niż bochenki ze sklepu. Przede wszystkim dokładnie wiem, co w nim się znajduje, sam mogę dostosować proporcje ziaren czy rodzaje mąki użyte do jego wypieczenia. Można również eksperymentować z dodawaniem różnych składników do chleba, żeby uzyskać najbardziej odpowiedni dla siebie wypiek.


Składniki na dwie keksówki chleba:

  • 1 szklanka siemienia lnianego
  • 1 szklanka ziaren słonecznika
  • 1 szklanka otrębów pszennych
  • 1/2 szklanki otrębów owsianych
  • 1/2 szklanki ziaren sezamu
  • 1 szklanka mąki orkiszowej
  • 1 szklanka mąki żytniej
  • 1kg+1 szklanka mąki pszennej typ 550 (użyłem pełnoziarnistej)
  • 2 łyżki miodu
  • 6 szklanek wody
  • 2 czubate łyżki soli
  • 1 łyżka cukru
  • zakwas


Ziarna oraz mąki wsypać do dużej miski i dokładnie wymieszać za pomocą drewnianej łyżki (ponoć ma to szczególne znaczenie, żeby łyżka była drewniana, ale nie mam pojęcia, dlaczego). Miód rozpuścić w szklance ciepłej wody, po czym dodać do niej sól oraz cukier, całość dokładnie wymieszać i wlać do mąki razem z pięcioma szklankami wody oraz zakwasem. Zawartość miski dokładnie wymieszać, aby na dnie nie została niezwiązana mąka, po czym odłożyć do słoiczka 2-3 łyżki zakwasu, a resztę przełożyć do keksówek wyłożonych papierem do pieczenia, przykryć je ściereczką i odstawić na noc w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Chleb najlepiej upiec rano, żeby do śniadania można było zjeść jeszcze ciepłe kromki. Przed upieczeniem wierzch chlebów należy posmarować wodą za pomocą pędzelka, żeby uniknąć nadmiernego spękania skorupki. Tak przygotowane ciasto należy wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i piec przez godzinę. Po tym czasie warto sprawdzić, czy ciasto jest w środku upieczone za pomocą drewnianego patyczka. Jeśli jeszcze jest mokre, warto przestawić na pieczenie tylko od dołu (skórka powinna już być upieczona i chrupka), można również skręcić temperaturę do 150 stopni i potrzymać chleb w piekarniku przez dodatkowe 15-20 minut.


wtorek, 24 września 2013

Orientalna zapiekanka ziemniaczana

Zapewne psychiatra znalazłby odpowiednią nazwę na to schorzenie, ale... uwielbiam katalogować, zbierać, układać. Do tej pory kocham puzzle, jak i kolekcjonowanie różnych rzeczy i ich porządkowanie. Dla przykładu - muzykę, jaką posiadam, kataloguję dwukrotnie, w pliku komputerowym oraz w specjalnym zeszycie.
Dlaczego o tym piszę? Otóż właściwie od tego zaczęło się moje gotowanie, od wynajdywania przepisów i wpisywania ich (a jakże!) do zeszytu. Na razie nie jest to jakaś imponująca kolekcja, gdyż zajętych jest trzydzieści dwie strony, , ale kolekcja rośnie. No właśnie. Co z tego, że są przepisy. Przecież nie będę biegał za każdym razem do Mamy czy do Panny N. z tekstem typu "Znalazłem fajny przepis, ugotuuujesz?", prezentując jednocześnie wystudiowaną minę shrekowego Kota w Butach. Nie, trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce i tym samym samodzielnie zacząć działać w kuchni. I tak się zaczęło...
Jeśli czegoś w moich kucharskich zapiskach brakuje to tego, skąd dane przepisy pochodzą. Zwyczajnie nie pamiętam, czy je w Internecie znalazłem, czy może w jakiejś gazetce. Tym razem jest nie inaczej.
Orientalną zapiekankę ziemniaczaną robię nie po raz pierwszy. Prawdopodobnie tym, co zwróciło na nią moją uwagę jest dość nietypowe połączenie - ziemniaki i wiórki kokosowe? Ale po co? Dlaczego? Jak? Kiedyś nie potrafiłbym sobie wyobrazić takiego połączenia, bo przecież wiórki stosuje się do ciast, a nie dań obiadowych! A tu bach, składniki uzupełniają się wspaniale, co więcej - wiórki idealnie zagęszczają całą potrawę, łącząc się z sosem pomidorowym.
P.S. Przepraszam najmocniej za jakość zdjęć, ale że akurat nie miałem pod ręką nic innego, musiałem zdjęcia robić suszarką do włosów.

Składniki:

  • Ok. 5 ziemniaków
  • 1 cebula
  • pół słoiczka koncentratu pomidorowego lub większa ilość przecieru
  • 3 łyżeczki curry
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • szczypta chili
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • oliwa (z braku odpowiedniej ilości czosnku użyłem mieszanki oliwy czosnkowej i rozmarynowej)
  • 1 czerwona papryka
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 5-6 łyżek wiórków kokosowych
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1 łyżeczka słodkiej mielonej papryki
  • 1 łyżka cukru
  • 2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki czerwonej pasty curry (opcjonalnie)
  • szczypiorek do dekoracji
Warzywa umyć, ziemniaki obrać i pokroić w średnio grubą kostkę, po czym obgotować je w osolonej wodzie przez ok. 5 minut. W międzyczasie cebulę i paprykę również pokroić w kostkę.
Na dno naczynia żaroodpornego wylać trochę oliwy, wsypać ziemniaki i paprykę. Na patelni rozgrzać 3-4 łyżki oliwy, wsypać przyprawy i przez chwilę je obsmażyć, po czym dodać cebulę i czosnek, smażyć, aż cebula się zeszkli. Wlać koncentrat pomidorowy rozrobiony ze szklanką wody, opcjonalnie można dodać również trochę pasty curry i całość podsmażyć, aż składniki się połączą, po czym dusić przez ok. 5 minut. Następnie dodać wiórki kokosowe, całość wymieszać i wylać na ziemniaki z papryką i przemieszać.
Piekarnik rozgrzać do 200 st. C i wstawić zapiekankę na pół godziny. Po upływie połowy czasu całość przemieszać. Podawać na gorąco udekorowaną świeżym posiekanym szczypiorkiem.

wtorek, 10 września 2013

Keczup



A propos wspomnianego wczoraj keczupu - niektórzy pewnie powiedzą, że stosowanie keczupu jako sosu pomidorowego to zbrodnia, za którą powinno się na stosie palić. Ale zanim kulinarna inkwizycja ruszy na krucjatę, spieszę z wyjaśnieniem.
Otóż keczup domowej roboty, warzony przez moją Mamę, a ostatnio również po raz pierwszy przeze mnie, jest absolutnie inny w smaku, niż jakiekolwiek keczupy dostępne na sklepowych półkach. Wiem, że w gronie moich znajomych znajduje się spora grupa wyznawców wielkości keczupu z Włocławka, ale będąc w pełni władz umysłowych stwierdzam, że to dlatego, że nie próbowali tego właśnie wywaru. W odróżnieniu od kupnych produktów, w tym dość wyraźnie rysuje się słodka nuta, a to dzięki cukrowi oraz sporej dawce cynamonu. Jednocześnie jest on odpowiednio kwaśny, dzięki czemu powstaje niepowtarzalna mieszanka o smaku nie do podrobienia.
Trzecia klasa liceum, kiedy po raz pierwszy zamieszkałem "na swoim", była okresem największego "zejścia". Te osoby z mojej klasy, które gościły na Skarpie na Miłkowych Tostach wiedzą, o co chodzi. Były to czasy, kiedy uwarzenie dwustu słoiczków keczupu na sezon to było mało, bo zapas kończył się w okolicach marca czy kwietnia. Obecnie, chociaż zszedłem na lżejsze diety, wciąż korzystam przede wszystkim z Maminego keczupu, po sklepowe sięgając tylko wtedy, kiedy potrzebuję produktu o wyraźnie pikantnym smaku. Ale to i tak nie to i się w ogóle nie umywa...

Składniki:

  • 3 kg pomidorów (użyłem odmian "Malinowa" oraz "Bawole Serca")
  • 25 dkg cebuli
  • 20 dkg cukru
  • 3 łyżki soli
  • 1/2 szklanki octu 10%
  • 10 goździków
  • 10 ziaren czarnego pieprzu
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1 liść laurowy






Pomidory i cebulę pokroić na ćwiartki i włożyć do szybkowara (jeśli nie ma takowego, wystarczy zwykły garnek, jednak należy wtedy postawić go na płytce i wlać na dno trochę wody) i gotować przez ok. 30 minut, aż będą bardzo miękkie. Odstawić do przestygnięcia.
Do uzyskania odpowiedniej konsystencji najlepiej nada się robot kuchenny z dzbankiem lub sokowirówka. Zagotowane pomidory i cebulę starannie zmiksować, a następnie przelać je do garnka, przecierając je jeszcze przez drobne sito, żeby usunąć włókna.
Keczup doprawić cukrem, solą, octem, goździkami, pieprzem, cynamonem oraz liściem laurowym i odkryty gotować na niewielkim ogniu przez dobre dwie godziny, aż będzie gęsty. Mniej więcej w połowie czasu spróbować i ewentualnie doprawić jeszcze do smaku. Następnie przelać produkt do słoiczków, te zakręcić starannie i obrócić do góry dnem, żeby się zamknęły. 

Ot i wszystko! Potrzeba trochę czasu, ale pracy w sumie niewiele, a powstaje pyszny, nie wzbogacany chemią keczup.

poniedziałek, 9 września 2013

Pizza


Panna N.:  - O właśnie, mógłbyś wrzucić przepis na pizzę na bloga!
Ja: - Nie wydaje Ci się, że to zbyt banalne, proste?
Panna N.: - Nieważne! Przynajmniej zawsze będzie pod ręką.

Spaghetti bije się nieustannie z pizzą o miano najpopularniejszego dania z kuchni włoskiej. Ograny zupełnie kawałek ciasta z dowolną "przykrywką" może stanowić wyłączny element menu niejednej knajpy, ulubioną przekąskę nie tylko nastolatków, wręcz czasami diablo ważny element diety.
Jak mawia motto jednej z sieci pizzerii w Polsce, naszym sekretem jest ciasto. No właśnie, a propos ciasta to nie jest aż taka prosta sprawa. Prawdopodobnie każdy ma swój sprawdzony sposób na jego przyrządzenie, żeby smakowało tak, jak lubi. No więc ja mam wyraźny podział: cienkie ciasto w pizzerii, a grube w domu (chociaż czasami zdarza mi się też grube zamawiać poza nim). Nie mam warunków ani umiejętności do robienia podkładu grubości opłatka, w związku z czym w takie kombinacje się nie bawię. Wolę, żeby było puchato, lekko słono, ale bynajmniej ciasto ma się nie łamać ani opadać w dłoni. Bo jeśli chodzi o konsumpcję, to wciąż pamiętam, jak we Włoszech jednego z gości restauracji spiorunowano wzrokiem za prośbę o widelec i nóż. No więc u mnie ciasto ma być w sam raz, żeby je utrzymać w dłoni. Taki właśnie przepis jest poniekąd moim wytworem, gdyż otwierając mamy prywatną książkę kucharską - duży zeszyt w zielonej okładce z pożółkłymi kartkami, który mama prowadzi od czasów szczenięcych - znalazłem dwa przepisy na ciasto, umieszczone zaraz obok siebie. Spróbowałem je skumulować ze sobą i wyszło to, co miało wyjść - ciasto dla mnie optymalne.Puszyste, jednocześnie sztywne, nie opadające, dodatkowo odpowiednio słone.
Pizza ma jeszcze jedną zasadniczą zaletę. Jest prawdopodobnie najbardziej znanym "daniem modułowym". Czyli jakim? Inni mówią na nie "czyściciele lodówek", bo można jako farszu użyć praktycznie wszystkiego, gospodarując resztkami wędlin czy serów, które pozostały gdzieś w zakamarkach chłodziarki.

Składniki:
Ciasto:

  • 1/2 kg mąki pszennej
  • 5 dkg drożdży
  • 1 szklanka mleka
  • 1 łyżka oleju
  • 1 żółtko
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli


    Farsz w wersji N. + M. (każde robiło własną połowę pizzy: 
    • sos pomidorowy (w moim przypadku domowy keczup)
    • szynka
    • żółty ser gouda
    • pomidory
    • ananas
    • papryka
    • oregano
    • zioła prowansalskie
    Mleko z łyżeczką cukru odrobinę ogrzać i rozpuścić w nim drożdze, po czym zalać nim mąkę, dodać łyżkę oleju, sól oraz żółtko i zagnieść ciasto. Miskę z ciastem przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok. pół godziny.
    Blachę oprószyć mąką i wyłożyć na nią ciasto. Przyznaję, że nie bawię się w zachowanie ortodoksyjnego kształtu pizzy, starając się wykorzystać całą powierzchnię, przez co jest ona raczej prostokątna. Najlepiej początkowo użyć wałka obtoczonego w mące, natomiast końcówkę rozciągnąć już ręcznie, uważając, żeby ciasto się nie podarło (sos pomidorowy koncertowo przypala się na blasze).
    Gdy ciasto będzie gotowe, posmarować je sosem (w moim przypadku keczupem), posypać startym na tarce żółtym serem i ułożyć składniki w dowolnej konfiguracji. Jeśli występują wyraźnie mokre składniki, jak na przykład w moim wypadku ananas, warto ułożyć je dopiero po wstępnej fazie pieczenia, wtedy nie ulegną aż takiemu wyschnięciu. 
    Piekarnik rozgrzać do 200 stopni i piec 20-25 minut (najlepiej sprawdzić drewnianym patyczkiem, czy ciasto jest już upieczone). Przed podaniem można oprószyć pizzę ziołami prowansalskimi, ewentualnie polać jeszcze górę keczupem.


    środa, 22 maja 2013

    Kurczak w białym winie ze szparagami


    Nie jestem zwolennikiem białego wina. Nie jestem również miłośnikiem grzybów, w tym pieczarek, jeszcze jakiś czas temu tolerowałem je jedynie w pierogach, a pizza z pieczarkami była dla mnie nie do przełknięcia. A tymczasem zabrałem się za potrawę, która łączy w sobie oba te składniki.
    Przepisy kulinarne można znaleźć w różnych ciekawych miejscach. Poniższy wykopałem z bezpłatnej gazetki z "Piotra i Pawła" poświęconej...alkoholom. Znalazło się tam kilka przepisów, ale ten mnie szczególnie zainteresował, na tyle, że postanowiłem go wypróbować.
    Wybór okazał się być strzałem w dziesiątkę, danie wyszło pyszne, a jak dodałem do tego jeszcze szparagi - poezja. Co więcej - sam sos pieczarkowo-winny okazał się przepyszny, jak dałem go do spróbowania mojej Mamie, powiedziała tylko "Ani mi się waż takie dobro wylewać, jak ci mięsa zabraknie! Przyda się!"

    Składniki:

    Pierś z kurczaka w winie:

    • Spora pierś z kurczaka
    • 1 łyżka masła
    • 5 pieczarek
    • szklanka białego wina (użyłem półsłodkiego)
    • szklanka bulionu warzywnego
    • mały kubeczek kwaśnej śmietany
    • sól
    • pieprz
    • curry
    • cytryna
    Szparagi:
    • pęczek szparagów
    • pół szklanki mleka
    • cukier
    • sól
    • 1 łyżka masła
    • bułka tarta
    Na dużej patelni rozgrzać masło i obsmażyć na nim pokrojone w plasterki pieczarki. Następnie wlać białe wino, bulion, dodać kilka kropel soku z cytryny i całość wymieszać. Do sosu włożyć przekrojoną na pół wzdłuż pierś z kurczaka i dusić pod przykryciem ok. 15 minut, aż mięso zmięknie. Jeśli w międzyczasie zbyt dużo płynu będzie parowało, dodać wody.
    Do dużego garnka wlać wodę, osolić łyżeczką soli i osłodzić łyżeczką cukru, dodać pół szklanki mleka. Obrane białe szparagi (zielonych nie trzeba obierać) włożyć, by były całe pod wodą i gotować ok. 20 minut.
    Gdy kurczak na patelni będzie już miękki i biały, nabrać łyżką odrobinę sosu i dodać do śmietany, żeby się nie zwarzyła, po czym wlać ją na patelnię i doprawić solą, pieprzem oraz sporą ilością curry. Dusić jeszcze chwilę, po czym wyłożyć kurczaka na ryż i polać obficie sosem.
    Na małej patelni roztopić łyżkę masła i wsypać łyżkę bułki tartej. Wymieszać. Szparagi wyjąć z wody, odsączyć i wyłożyć na talerz, polać bułką z masłem.




    wtorek, 9 kwietnia 2013

    Aromatyczny schab suszony

    Nigdy nie myślałem, że będę się bawił w wędliny. Chociaż co to za wędlina, która wędzona nie jest. Nazwa nie pasuje, powinien się pojawić jakiś inny, unikalny termin... Bo ja wiem? Skoro wędlina, to może suszina?
    Podobnie nigdy nie wpadło by mi do głowy, że w kuchni mogą się przydać...damskie rajstopy. A tu taki psikus, w przepisie stoi, że świetnie się nadadzą.I rzeczywiście, dobrze opinają mięso, łatwo można je gdzieś powiesić do suszenia.
    Schab ten, który przed chwilą miałem okazję wreszcie spróbować, zaskoczył mnie swoim smakiem. Jak po wyjęciu z rajstopy przekroiłem go na pół, żeby podzielić się z rodzicami, zaskoczyło mnie, że w środku jest miękki. Że jak to miękki, przecież to ma być suszone. Myślałem, że wyjdzie podeszwa. A tymczasem wyszło pyszne mięsiwo, z zewnątrz przyjemnie twarde, a wewnątrz delikatne. No i jak pięknie smakujące i pachnące ziołami...
    W sumie jest to druga z najdłużej robionych przeze mnie potraw. Pierwszą był piernik dojrzewający (tak, pamiętam, że jest tylko część I, ale teraz już głupio wrzucać część II, więc poczeka do kolejnej okazji), a teraz właśnie ten schab. Bite 2 tygodnie, chociaż nie można powiedzieć, że trzeba przez ten czas koło niego biegać. Tylko praktycznie w pierwszym etapie należy co jakiś czas pozaglądać, a potem to już robi się samo. A jak? A bardzo prosto.

    P.S. Jak tak patrzę na chmurę tagów... Kto by pomyślał, że nie cierpię czosnku...

    Składniki:


    • 1 kg schabu bez kości
    • 35 g soli (świetnie mi posłużyła morska gruboziarnista)
    • 1/2 łyżeczki świeżo mielonego czarnego pieprzu (użyłem kolorowego)
    • 2 łyżki suszonego majeranku
    • 1 łyżka tymianku
    • 1 łyżka cukru
    • 6 kulek ziela angielskiego
    • 5 ząbków czosnku
    • 3 liście laurowe






    Do moździerza wsypać majeranek, tymianek oraz ziele angielskie i dokładnie rozetrzeć. Następnie dodać drobno pokruszony liść laurowy, sól, pieprz, cukier i przeciśnięty przez praskę czosnek. Całość dokładnie wymieszać.
    Mięso umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem i dokladnie oczyścić z błon, ścięgien i tłuszczu. Następnie dokładnie natrzeć cały kawałek schabu marynatą i umieścić w naczyniu z pokrywką (świetnie nadaje się żarooodporne). Wstawić do lodówki na 5 dni, przy czym codziennie zaglądać, czy mięso nie puszcza soków, jeśli tak - należy je odlać.
    Po tym okresie wyjąć mięso i włożyć je do rajstopy. Powiesić je w suchym i ciepłym miejscu (najlepiej przy działającym na średnim ustawieniu grzejniku) i suszyć przez tydzień. Po upływie zadanego czasu wyjąć mięso z podkolanówki i znów włożyć do lodówki, tym razem na 3 dni. Nie musi już być przykryte, może spokojnie leżeć w woreczku - ważne, żeby ładnie skruszało. Ot i wszystko, po tym okresie wszystko powinno być smaczne i gotowe.

    poniedziałek, 17 grudnia 2012

    Lussekatter

     Mimo że na dyplomie mam napisane, że ukończyłem specjalizację ogólnohistoryczną, to mimo wszystko uważam się za skandynawistę. Trochę czasu spędziłem na tłuczeniu historii Skandynawii, języka norweskiego, kultury, a nawet oglądaniu tamtejszych filmów, których wcześniej nie znałem. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze tylko kuchni...
    Problem jest ze mną taki, że nie jestem stworzeniem rybożernym, więc spora część przepisów kuchni skandynawskiej zwyczajnie do mnie nie trafia poprzez fakt zawierania w sobie stworzeń upłetwionych. Na dania typu łeb barani w całości (konsumpcję zaczyna się od oczu...) również nie mam raczej ochoty, w związku z czym wcześniej nie miałem okazji zabrać się za kucharzenie na modłę skandynawską - zwyczajnie nie znalazłem przepisu, który by mnie urzekł i który zapragnął bym wypróbować. Do czasu...
    Przepis na lussekatter, czyli Ciasteczka Świętej Łucji, umieściła niedawno na Facebooku koleżanka Asia. Wcześniej o tych szafranowych bułeczkach nie słyszałem, ale jak przejrzałem przepis, to wydał mi się on ciekawy. Z dań z dodatkiem drożdży wcześniej piekłem jedynie pizzę na spodzie drożdżowym, ale czas się rozwinąć! Po odpowiednich poczynionych zakupach (wśród których musiała się znaleźć najdroższa przyprawa świata - szafran) przystąpiłem do dzieła...

    Składniki (na ok. 20 bułeczek):

    • ok. 35 g świeżych drożdży 
    • 100 g masła
    • 350 ml mleka
    • 200 g twarogu
    • 75 g cukru
    • 0,6 g szafranu
    • 1/3 łyżeczki soli
    • 600 g mąki pszennej
    • 1 jajko
    • rodzynki
    • suszona żurawina




    Na wstępie - nie popełnijcie mojego błędu: twaróg należy kupić mielony albo samemu go zmielić, bo inaczej zostaną, jak w moich ciasteczkach, grudki.
    W garnku roztopić masło, dolać do niego mleko i ogrzać do temperatury ciała. W misce pokruszyć drożdże i zalać je masłem z mlekiem, wymieszać, żeby się rozpuściły. Szafran zalać niewielką ilością (jakieś pół szklanki) bardzo ciepłej wody i intensywnie mieszać, żeby puścił smak i kolor (według przepisu powinien się rozpuścić, jednakże mi się tego osiągnąć nie udało).
    Clou programu - Szafran.
    Do drożdży z mlekiem i masłem wlać szafran (teoretycznie można samą wodę, jednak jeśli będą też pręciki to nic nie zawadzi), dodać twaróg, cukier oraz sól. Całość zamieszać, po czym stopniowo dodawać mąkę, wciąż mieszając. Ciasto wyrobić, aż będzie elastyczne, po czym przykryć je ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na około pół godziny.
    Po upływie tego czasu wyłożyć ciasto na stolnicę i zagnieść, po czym podzielić je na kawałki około 100-gramowe, które należy uformować w niezbyt grube, dość długie wałki. Ciasteczka uformować w kształt litery S z zawiniętej jeszcze raz do środka. Ułożyć je dość luźno (jeszcze sporo urosną) na naoliwionej i posypanej mąką blasze, po czym odstawić na kolejne pół godziny do ciepłego miejsca.

    W międzyczasie rozgrzać piekarnik do 225 st. C (bez włączonego termoobiegu). Gdy minie pół godziny, posmarować bułeczki rozbełtanym jajkiem, przystroić żurawiną lub rodzynkami i wstawić do piekarnika na około 10-13 minut. Będą gotowe, gdy zrumieni im się skórka i łatwo odejdą od blachy po podważeniu szpatułką.


    sobota, 1 grudnia 2012

    Piernik dojrzewający cz. I



    Jakby nie patrzeć - idą święta. Więc należy się chociaż w jakimś stopniu włączyć do przygotowań.
    Rok temu jeszcze nie gotowałem, a przynajmniej nie w stopniu takim, jak obecnie. Wcześniej mój udział ograniczał się raczej do kwestii porządkowych, ze spraw okołokuchennych pozostawało tylko lepienie uszek i pierogów i tym podobne czynności.
    Tym razem stwierdziłem, że co mi tam - warto spróbować rozszerzyć nieco swój udział. Jednocześnie wygląda na to, że będzie to moje pierwsze pieczone ciasto (nie liczę spodów do pizzy), więc jest to raczej eksperyment, jednak mam cichą nadzieję, że coś z tego wyjdzie fajnego. Od razu wspominam - ciąg dalszy za 3 tygodnie.

    Składniki:

    • 250 g miodu
    • 1 szklanka cukru
    • 125 g masła
    • 500 g mąki pszennej
    • 2 nieduże jajka
    • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
    • 1/4 szklanki zimnego mleka
    • 1/4 łyżeczki soli
    • 10-15 g przyprawy do piernika
    • powidła śliwkowe





    Miód (najlepiej uprzednio nieco rozpuszczony), cukier oraz masło włożyć do garnka i podgrzewać na małym ogniu, mieszając, aż masło i cukier się rozpuszczą. Tę zabójczo słodką substancję odstawić do ostygnięcia.
    Do miski wsypać mąkę, przyprawę do piernika i sól. Sodę rozpuścić w zimnym mleku. Mleko wlać do mąki, podobnie jak przestudzoną maślaną masę miodowo-cukrową. Zawartość miski wymieszać, po czym wbić jajka i jeszcze raz wymieszać, aby ciasto uzyskało jednolitą konsystencję. Następnie całość przełożyć do kamionkowego garnka lub miski ceramicznej (chyba że wszystko było przygotowane już w nim), przykryć płócienną ściereczką i wstawić do lodówki na około 3 tygodnie.

    cdn...

    sobota, 24 listopada 2012

    Racuszki z jabłkami na maślance


     
    W czwartkowy wieczór toczyła się debata, co zrobić na piątkowy wieczór (czasami rodzicom zdarzają się powroty do tradycji bezmięsnych piątków). No więc wymyśliłem, że bardzo dawno już nie było racuszków. A że w internecie znalazłem przepis nieco różniący się od tradycyjnego, stosowanego przez mamę (mleko zostaje tam zastąpione maślanką), to zdecydowałem się go wypróbować, lecz również odrobinę zmodyfikować. Oryginał wzięty z bloga Agnieszki.

    Składniki:
    (na ok. 13 sztuk)

    • 500 ml maślanki
    • 200 g mąki
    • 2 jajka
    • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
    • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
    • 1,5 łyżeczki cynamonu
    • 4 spore jabłka
    • szczypta soli
    • olej do smażenia
    • cukier
    • jogurt lub gęsta śmietana do polania



    Jabłka umyć i obrać. Pokroić je na kawałki o ulubionej wielkości (niektórzy wykrawają gniazda nasienne i siekają w grubą kostkę, u nas raczej preferuje się jeszcze większe kawałki, obkrawając plasterki wokół trzonu).
    Do miski wlać maślankę, wsypać mąkę, sodę, proszek do pieczenia, cynamon, dodać szczyptę soli. Niektórzy dodają do ciasta cukier, jednak wtedy łatwiej je przypalić. Całość dokładnie zmiksować, aby uzyskać konsystencję gęstej śmietany (jeśli będzie zbyt gęste, dodać maślanki, a gdy zbyt rzadkie - mąki). Następnie do ciasta wsypać jabłka i dokładnie wymieszać całość łyżką. Następnie wstawić ciasto na ok. pół godziny lub więcej do lodówki.
    Na patelnię wlać olej i dobrze go rozgrzać. Gdy olej będzie gorący, zmniejszyć płomień pod patelnią i łyżką nalewać ciasto. Jeśli płomień będzie zbyt duży, z zewnątrz racuszki się spalą, a wewnątrz pozostaną surowe. Smażyć aż się ładnie zrumienią, po czym za pomocą szpatułki i widelca obrócić je na drugą stronę i również obsmażyć. 

    Następnie wyjąć je na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, żeby odsączyć zbędny tłuszcz. 
    Podawać na ulubiony sposób (ja preferuję osłodzony jogurt naturalny).