Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2013

Pizza


Panna N.:  - O właśnie, mógłbyś wrzucić przepis na pizzę na bloga!
Ja: - Nie wydaje Ci się, że to zbyt banalne, proste?
Panna N.: - Nieważne! Przynajmniej zawsze będzie pod ręką.

Spaghetti bije się nieustannie z pizzą o miano najpopularniejszego dania z kuchni włoskiej. Ograny zupełnie kawałek ciasta z dowolną "przykrywką" może stanowić wyłączny element menu niejednej knajpy, ulubioną przekąskę nie tylko nastolatków, wręcz czasami diablo ważny element diety.
Jak mawia motto jednej z sieci pizzerii w Polsce, naszym sekretem jest ciasto. No właśnie, a propos ciasta to nie jest aż taka prosta sprawa. Prawdopodobnie każdy ma swój sprawdzony sposób na jego przyrządzenie, żeby smakowało tak, jak lubi. No więc ja mam wyraźny podział: cienkie ciasto w pizzerii, a grube w domu (chociaż czasami zdarza mi się też grube zamawiać poza nim). Nie mam warunków ani umiejętności do robienia podkładu grubości opłatka, w związku z czym w takie kombinacje się nie bawię. Wolę, żeby było puchato, lekko słono, ale bynajmniej ciasto ma się nie łamać ani opadać w dłoni. Bo jeśli chodzi o konsumpcję, to wciąż pamiętam, jak we Włoszech jednego z gości restauracji spiorunowano wzrokiem za prośbę o widelec i nóż. No więc u mnie ciasto ma być w sam raz, żeby je utrzymać w dłoni. Taki właśnie przepis jest poniekąd moim wytworem, gdyż otwierając mamy prywatną książkę kucharską - duży zeszyt w zielonej okładce z pożółkłymi kartkami, który mama prowadzi od czasów szczenięcych - znalazłem dwa przepisy na ciasto, umieszczone zaraz obok siebie. Spróbowałem je skumulować ze sobą i wyszło to, co miało wyjść - ciasto dla mnie optymalne.Puszyste, jednocześnie sztywne, nie opadające, dodatkowo odpowiednio słone.
Pizza ma jeszcze jedną zasadniczą zaletę. Jest prawdopodobnie najbardziej znanym "daniem modułowym". Czyli jakim? Inni mówią na nie "czyściciele lodówek", bo można jako farszu użyć praktycznie wszystkiego, gospodarując resztkami wędlin czy serów, które pozostały gdzieś w zakamarkach chłodziarki.

Składniki:
Ciasto:

  • 1/2 kg mąki pszennej
  • 5 dkg drożdży
  • 1 szklanka mleka
  • 1 łyżka oleju
  • 1 żółtko
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli


    Farsz w wersji N. + M. (każde robiło własną połowę pizzy: 
    • sos pomidorowy (w moim przypadku domowy keczup)
    • szynka
    • żółty ser gouda
    • pomidory
    • ananas
    • papryka
    • oregano
    • zioła prowansalskie
    Mleko z łyżeczką cukru odrobinę ogrzać i rozpuścić w nim drożdze, po czym zalać nim mąkę, dodać łyżkę oleju, sól oraz żółtko i zagnieść ciasto. Miskę z ciastem przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok. pół godziny.
    Blachę oprószyć mąką i wyłożyć na nią ciasto. Przyznaję, że nie bawię się w zachowanie ortodoksyjnego kształtu pizzy, starając się wykorzystać całą powierzchnię, przez co jest ona raczej prostokątna. Najlepiej początkowo użyć wałka obtoczonego w mące, natomiast końcówkę rozciągnąć już ręcznie, uważając, żeby ciasto się nie podarło (sos pomidorowy koncertowo przypala się na blasze).
    Gdy ciasto będzie gotowe, posmarować je sosem (w moim przypadku keczupem), posypać startym na tarce żółtym serem i ułożyć składniki w dowolnej konfiguracji. Jeśli występują wyraźnie mokre składniki, jak na przykład w moim wypadku ananas, warto ułożyć je dopiero po wstępnej fazie pieczenia, wtedy nie ulegną aż takiemu wyschnięciu. 
    Piekarnik rozgrzać do 200 stopni i piec 20-25 minut (najlepiej sprawdzić drewnianym patyczkiem, czy ciasto jest już upieczone). Przed podaniem można oprószyć pizzę ziołami prowansalskimi, ewentualnie polać jeszcze górę keczupem.


    niedziela, 7 lipca 2013

    Parmezanowe ptysie


    Czasami (a może nawet przeważnie) jest tak, że potrawy, szczególnie w formie przekąsek, powstają z potrzeby chwili. Idąc z Natalią na wczorajszą imprezę otrzymaliśmy od gospodyni, Pauliny, lekki motywator, że "my tylko smaka na blogu robimy". No to co? Trzeba coś wymyślić. Chociaż moje parmezanowe ptysie nie umywają się do boskiego smaku Nataliowego Sambouseku, to i tak wyszła przekąska w sam raz na imprezę połączoną z grillem, którą można podać przy każdej okazji. Przy okazji nie jest to jakaś wielka i trudna robota (w końcu sobie z nią poradziłem, prawda), a do tego z jednej porcji wychodzi całkiem spora ilość.
    Przepis pochodzi z książki Michaeli Neri o jakże odkrywczej nazwie... Przekąski.

    Składniki: (na ok. 40 sztuk)

    • 2 szklanki mąki (ok. 300 g)
    • 3/4 szklanki blanszowanych migdałów
    • 1,5 szklanki zimnej wody (ok. 300 ml)
    • sól
    • ok. 180 g świeżo drobno startego parmezanu
    • 2 łyżeczki ostrej papryki
    • 4 jajka
    • ok. 120 g masła
    Migdały utłuc w moździerzu (jeśli są nie blanszowane, to wsypać je do miseczki, zalać wrzątkiem, żeby były prawie w całości nią przykryte, odstawić na 1 minutę, po czym odsączyć, przelać zimną wodą, osuszyć i obrać ze skórki).
    W garnku rozgrzać 1,5 szklanki wody razem ze 100 g masła. Kiedy substancja zacznie się gotować, zestawić z ognia, wsypać mąkę i sól, cały czas mieszając. Postawić garnek z powrotem na ogień i gotować, aż ciasto zgęstnieje. Następnie wyłączyć gaz, dodać parmezan oraz paprykę i całość dokładnie wymieszać. Odstawić, by ciasto przestygło, po czym dodać po kolei jajka, energicznie całość mieszając.
    W międzyczasie rozgrzać piekarnik do temperatury 200 st. C. Dużą blachę (u mnie w sumie to wyszło półtorej blachy) wyłożyć folią aluminiową i wysmarować masłem.
    W przepisie ciasto przekłada się do woreczka i wyciska przez dziurkę z odciętego rogu, jednak znacznie wygodniej formować niewielkie kulki w dłoniach, byle były mokre, wtedy ciasto nie będzie się przyklejało do skóry. Rozkładać ptysie na blasze w kilkucentymetrowych odstępach i odrobinę je spłaszczyć. Posypać je tłuczonymi migdałami, które należy odrobinę wgnieść w ciasto.
    Piec 20-25 minut, aż ptysie trochę urosną i będą chrupiące i pięknie złociste. Podawać na ciepło lub w temperaturze pokojowej.

    czwartek, 2 maja 2013

    Tarta ziemniaczana po maltańsku

    Czasami człowiek ma ochotę na nowe smaki. A ja generalnie z "pachnącymi" serami nie przepadam, ale jednak przeszukując gazety kulinarne w poszukiwaniu inspiracji znalazłem przepis na tartę po maltańsku z rokpolem (może i Lazur jest mało aromatyczny, ale za to pleśniowy, co normalnie w moim odczuciu ser dykwalifikuje).
    Skąd inąd z gazetą, w której przepis znalazłem jest dość ciekawa historia. Otóż przepis ten znalazłem w dodatku "Kuchnia" załączanym niegdyś do "Dziennika" (dawno temu, zanim ten przekształcił się w "Dziennik Gazetę Prawną"). Było to za czasów, kiedy moim największym osiągnięciem kulinarnym były tosty nie tylko z serem, ale i szynką (ekstrawagancja, nie?). Ale że jestem chomik i lubię rzeczy kolekcjonować, to zacząłem zbierać rzeczony dodatek, tym bardziej, że dodano do niego zgrabny segregator, by ułatwić sprawę. No więc tak sobie ten segregatorek stał na półce przez kilka lat, aż wreszcie nadszedł jego czas. Dania wegetariańskie - tarta po maltańsku. Pysznie, wegetariańsko, sycąco i w sam raz na kilka obiadów. Mniam.

    Składniki:


    • 30 dag mąki
    • 15 dag masła
    • 50 dag ziemniaków
    • 1 cebula
    • 20 dag rokpola (użyłem sera Lazur Błękitny)
    • 200 ml śmietany 12%
    • słoik suszonych pomidorów w oleju
    • pół małego słoiczka czarnych oliwek bez pestek
    • bazylia
    • tymianek
    • majeranek
    • sól
    • pieprz


    Mąkę posiekać z płatkami masła. Wbić jajko, dodać 2-3 łyżki śmietany i szczyptę soli. Składniki rozrobić i zagnieść kruche ciasto. Uformować w kulę, zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki na 30 minut.
    Ziemniaki wyszorować pod bieżącą wodą i ugotować w mundurkach na półtwardo, obrać i pokroić w plasterki. Cebulę, czosnek i oliwki posiekać dość drobno. Dno i boki średniej tortownicy wykleić ciastem. Układać warstwy ziemniaków, przekładając je plastrami sera i suszonymi pomidorami. Każdą warstwę posypać cebulą z oliwkami i czosnkiem, ziołami i solą (niezbyt dużo, bo ser jest słony) oraz pieprzem. Śmietanę roztrzepać z pozostałymi dwoma jajkami  i zalać wierzch tarty. Wstawić do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika i piec przez ok. 45 minut. 

    sobota, 30 marca 2013

    Angielskie muffiny


    Nie jestem fanem jajek w formie gotowanej . Ale że zbliża się Wielkanoc, to trzeba ten raz w roku odbębnić i się przemóc. Ale czemu ma być tak, jak zawsze, nudno i sztampowo z jajkiem na miękko? Tym razem powiedziałem NIE i spróbuję czegoś nowego.
    Zainteresował mnie przepis Maggie na jajka po norwesku. Jako że Skandynawią param się od lat, to jak tylko zobaczyłem słówko na "n" w nazwie, to mi się zapaliła lampka - działamy! Tym bardziej, że akurat przedwczoraj rodzice otrzymali dostawę pierwszorzędnego norweskiego wędzonego łososia, prosto z kraju fiordów. Ale o tym przepisie jutro, dziś należało się skupić na pieczywie do tego dania.
    W przepisie stoi, że jajka i łososia po norwesku podaje się na angielskich muffinach. Ale w Polsce takowych w sklepie raczej nie uświadczysz (że jak to, muffiny bez czekolady?! Bez jagódek?! Bez polewy? Bez CUKRU?! Zbrodnia!!), to trzeba było je zrobić samemu. Przepis na takowe znalazłem na blogu Retro Fusion i nie omieszkałem go wykorzystać.

    Składniki (na ok. 30 sztuk wycinanych szklanką):

    • 25 g świeżych drożdży rozpuszczonych w ciepłym mleku
    • 1,5 szklanki ciepłego mleka
    • łyżeczka soli
    • 4 szklanki mąki pszennej (u mnie w proporcjach 50/50 znalazły się mąka pszenna zwykła i pełnoziarnista)











    W odróżnieniu od muffin tradycyjnych tym razem wystarczy wystarczy jedna miska. Wlać do niej mleko oraz rozrobione drożdże i wsypać łyżeczkę soli. Stopniowo, nieustannie mieszając, wsypywać mąkę, żeby otrzymać dość mokre ciasto. Miskę przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na minimum 3 godziny, a najlepiej na całą noc.
    Ciasto wyrobić jeszcze raz i przełożyć na posypaną mąką stolnicę. Oprószyć mąką wałek i rozwałkować ciasto na grubość ok. 1-2 cm. Następnie wziąć szklankę i wycinać okrągłe muffiny i układać na oprószonej mąką tacy. Tacę przykryć i odstawić na grzejnik na ok. pół godziny.
    Teflonową patelnię postawić na niezbyt dużym ogniu. Na nią ułożyć muffinki i "smażyć" je bez tłuszczu przez ok. 10-12 minut z każdej strony. Kontrolować, czy na patelni nie wyrastają zbyt dużo, jeśli tak, to należy zmniejszyć ogień. Przy przewracaniu warto muffiny nieco przygnieść, żeby stworzyć większą powierzchnię przylegania do patelni. Następnie je zdjąć i wystudzić na kratce.

    piątek, 22 lutego 2013

    Flan boczkowo-cebulowy


    Podczas ostatniego pobytu w Poznaniu wreszcie nabyłem tortownicę i blachę do tarty, więc trzeba było ją wypróbować. Okres posesyjny nie sprzyja u mnie kreatywności i chęci siedzenia zbyt długo w kuchni, a tym bardziej siedzenia kilka dni pod rząd. W związku z tym w internecie poszukiwałem przepisu prostego (co by nie spieprzyć pierwszego pieczonego ciasta i się nie zrazić na przyszłość), smacznego oraz takiego, który dostarczy obiadu na kilka dni.
    Buszując po stronach internetowych zabłądziłem do witryny o dumnie brzmiącej nazwie AllRecipes.pl, gdzie znalazłem przepis na flan, którego "wkładką" jest przede wszystkim boczek oraz cebula. Hmm... Flan - brzmi poważnie, mądrze, pewnie też trudno. A gdzie tam! Nic z tych rzeczy, potrawa jest prościutka, tyle że generalnie dość długo się ją przyrządza. Ale że akurat miałem czas, a głód mnie zbytnio nie pędził, zabrałem się do dzieła...

    Składniki:

    • ok. 400 g mąki pszennej
    • 5 jajek
    • 150 g margaryny
    • 15 g masła
    • 3 duże cebule
    • 250 g wędzonego surowego boczku
    • kubeczek (200 g) śmietany 36%
    • sól
    • świeżo zmielony kolorowy pieprz
    • 2 łyżki kminku





    Do miski przesiać mąkę, dodać margarynę, 2 jajka oraz łyżeczkę soli i wyrobić na gładkie, jednolite ciasto. Następnie przykryć je i odstawić na ok. 30 minut do lodówki.
    W międzyczasie pokroić boczek w niezbyt grubą kostkę, podobnie postąpić z cebulą. Na patelni rozpuścić masło i obsmażyć boczek na rumiano, po czym dorzucić cebulę i smażyć na maleńkim ogniu przez ok. 20 minut, co jakiś czas mieszając, żeby składniki nie przywarły do dna patelni. Gdy minie czas, odstawić na bok do przestygnięcia,
    Tortownicę (blacha do tarty okazała się zbyt niska) wysmarować margaryną (ścianki również). Wyjąć ciasto z lodówki i wyłożyć do tortownicy, wyklejając również ścianki na wysokość ok. 5 cm. Do tak uformowanej "misy" wyłożyć usmażoną cebulę z boczkiem.
    Do drugiej miski wbić pozostałe 3 jajka, wlać śmietanę oraz dosypać drobno mielonego pieprzu. Wyrobić mikserem na gładką masę, którą należy wylać na cebulę i boczek. Całość posypać ziarenkami kminku.
    Piekarnik rozgrzać do 220 stopni (bez termoobiegu). Wstawić ciasto i piec około 30-40 minut, aż wierzch będzie ładnie zarumieniony.

    poniedziałek, 17 grudnia 2012

    Lussekatter

     Mimo że na dyplomie mam napisane, że ukończyłem specjalizację ogólnohistoryczną, to mimo wszystko uważam się za skandynawistę. Trochę czasu spędziłem na tłuczeniu historii Skandynawii, języka norweskiego, kultury, a nawet oglądaniu tamtejszych filmów, których wcześniej nie znałem. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze tylko kuchni...
    Problem jest ze mną taki, że nie jestem stworzeniem rybożernym, więc spora część przepisów kuchni skandynawskiej zwyczajnie do mnie nie trafia poprzez fakt zawierania w sobie stworzeń upłetwionych. Na dania typu łeb barani w całości (konsumpcję zaczyna się od oczu...) również nie mam raczej ochoty, w związku z czym wcześniej nie miałem okazji zabrać się za kucharzenie na modłę skandynawską - zwyczajnie nie znalazłem przepisu, który by mnie urzekł i który zapragnął bym wypróbować. Do czasu...
    Przepis na lussekatter, czyli Ciasteczka Świętej Łucji, umieściła niedawno na Facebooku koleżanka Asia. Wcześniej o tych szafranowych bułeczkach nie słyszałem, ale jak przejrzałem przepis, to wydał mi się on ciekawy. Z dań z dodatkiem drożdży wcześniej piekłem jedynie pizzę na spodzie drożdżowym, ale czas się rozwinąć! Po odpowiednich poczynionych zakupach (wśród których musiała się znaleźć najdroższa przyprawa świata - szafran) przystąpiłem do dzieła...

    Składniki (na ok. 20 bułeczek):

    • ok. 35 g świeżych drożdży 
    • 100 g masła
    • 350 ml mleka
    • 200 g twarogu
    • 75 g cukru
    • 0,6 g szafranu
    • 1/3 łyżeczki soli
    • 600 g mąki pszennej
    • 1 jajko
    • rodzynki
    • suszona żurawina




    Na wstępie - nie popełnijcie mojego błędu: twaróg należy kupić mielony albo samemu go zmielić, bo inaczej zostaną, jak w moich ciasteczkach, grudki.
    W garnku roztopić masło, dolać do niego mleko i ogrzać do temperatury ciała. W misce pokruszyć drożdże i zalać je masłem z mlekiem, wymieszać, żeby się rozpuściły. Szafran zalać niewielką ilością (jakieś pół szklanki) bardzo ciepłej wody i intensywnie mieszać, żeby puścił smak i kolor (według przepisu powinien się rozpuścić, jednakże mi się tego osiągnąć nie udało).
    Clou programu - Szafran.
    Do drożdży z mlekiem i masłem wlać szafran (teoretycznie można samą wodę, jednak jeśli będą też pręciki to nic nie zawadzi), dodać twaróg, cukier oraz sól. Całość zamieszać, po czym stopniowo dodawać mąkę, wciąż mieszając. Ciasto wyrobić, aż będzie elastyczne, po czym przykryć je ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na około pół godziny.
    Po upływie tego czasu wyłożyć ciasto na stolnicę i zagnieść, po czym podzielić je na kawałki około 100-gramowe, które należy uformować w niezbyt grube, dość długie wałki. Ciasteczka uformować w kształt litery S z zawiniętej jeszcze raz do środka. Ułożyć je dość luźno (jeszcze sporo urosną) na naoliwionej i posypanej mąką blasze, po czym odstawić na kolejne pół godziny do ciepłego miejsca.

    W międzyczasie rozgrzać piekarnik do 225 st. C (bez włączonego termoobiegu). Gdy minie pół godziny, posmarować bułeczki rozbełtanym jajkiem, przystroić żurawiną lub rodzynkami i wstawić do piekarnika na około 10-13 minut. Będą gotowe, gdy zrumieni im się skórka i łatwo odejdą od blachy po podważeniu szpatułką.


    sobota, 1 grudnia 2012

    Kopytka w sosie mięsno-paprykowym


    U mnie w domu kopytka zazwyczaj się jadało na jeden sposób - ze smażoną kiełbasą. Rodzice czasami jeszcze jadali z sosem grzybowym, ale to też niezbyt często. Przeglądając ostatnie "Palce Lizać" zauważyłem ten przepis (nieco przeze mnie zmodyfikowany), więc stwierdziłem - czemuż by nie spróbować jakiejś innej formy podawania kopytek? Wspomnę jedynie, że pierwotnie danie, jako zawarte w dziale "Dania bezglutenowe" było pozbawione wkładki mięsnej (próbowałem bez - jednak czegoś tam brakowało), jak również zamiast mąki pszennej była użyta mąka bezglutenowa lub jaglana. Po tych modyfikacjach stwierdziłem, że spróbuję, czy będzie smacznie...
    I co? I było!
    Tyle że mam kilka uwag, czysto technicznej natury z gatunku "Ucz się Jasiu". Primo: bez prasy do ziemniaków robienie kopytek to niełatwe zadanie. Ubijając je tłuczkiem nie osiągnie się takiego efektu, jak przy prasce. Użycie blendera (zbyt drobno) czy maszynki do mięsa (zbyt grubo, przynajmniej na moich oczkach) również nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem. Secundo: zaleca się jednak stosowanie stolnicy do wyrabiania ciasta. Blatu jeszcze do końca nie domyłem po spotkaniu z masą mączno-ziemniaczaną.

    Składniki:
    Kopytka:

    • 750 g ziemniaków
    • 225 g mąki pszennej
    • 1 jajko
    • 1 łyżeczka soli
    • mąka do oprószenia blatu
    Sos:
    • 1 czerwona papryka
    • 1 żółta papryka
    • 1 zielona papryka
    • 3 szklanki przecieru pomidorowego
    • 2 cebule
    • 2 ząbki czosnku
    • 400 g polędwiczek wieprzowych
    • majeranek
    • oliwa (ja użyłem czosnkowej, więc dałem 2, zamiast przepisowych 3 ząbków czosnku)
    • sól
    • pieprz
    • ostra papryka
    • oregano
    Kopytka:
    Ziemniaki obrać i ugotować do miękkości w lekko osolonej wodzie, po czym odstawić do ostudzenia. Przecisnąć je przez praskę (lub ewentualnie ubić tłuczkiem, czego, co już wspominałem, nie polecam). Do ziemniaków dodać mąkę, sól oraz jajko i wyrobić zwarte ciasto. Stolnicę lub blat oprószyć mąką, po czym z ciasta formować wałki o niezbyt dużej średnicy, po czym pokroić je nożem (można nieco spłaszczyć wierzch, aby przybrały ładniejszy kształt).
    W sporym garnku zagotować osoloną wodę. Kopytka gotować partiami, wrzucając je do wrzątku. Odławiać za pomocą łyżki cedzakowej, gdy wypłyną na powierzchnię. Odsączone rozłożyć płasko na talerzach lub tacach.
    Sos:
    Mięso umyć i pokroić w dosyć sporą kostkę. Usmażyć je na oleju lub oliwie na niezbyt dużym ogniu przez około 10 minut, mieszając, by się zbytnio nie spaliło.
    Papryki umyć, przekroić i usunąć gniazda nasienne, po czym pokroić je w paski. Cebule obrać i pokroić w drobną kostkę, czosnek przecisnąć przez praskę.
    Do sporego garnka wlać oliwę, podgrzać, po czym włożyć cebulę oraz czosnek. Gdy cebula się zeszkli, do całości dodać paprykę, przemieszać i chwilę gotować, pilnując, by cebula i czosnek się nie przypaliły. Następnie dolać przecier pomidorowy oraz doprawić solą, pieprzem, ostrą papryką, oregano oraz majerankiem. Garnek przykryć i gotować przez ok. 15 minut na małym ogniu. Jeśli zbyt dużo płynu odparuje, należy dodać odrobinę wody, jeśli zaś sos będzie zbyt rzadki - dolać jeszcze przecieru.
    Danie podawać z ciepłymi kopytkami (podsmażone smakują być może jeszcze lepiej).

    Piernik dojrzewający cz. I



    Jakby nie patrzeć - idą święta. Więc należy się chociaż w jakimś stopniu włączyć do przygotowań.
    Rok temu jeszcze nie gotowałem, a przynajmniej nie w stopniu takim, jak obecnie. Wcześniej mój udział ograniczał się raczej do kwestii porządkowych, ze spraw okołokuchennych pozostawało tylko lepienie uszek i pierogów i tym podobne czynności.
    Tym razem stwierdziłem, że co mi tam - warto spróbować rozszerzyć nieco swój udział. Jednocześnie wygląda na to, że będzie to moje pierwsze pieczone ciasto (nie liczę spodów do pizzy), więc jest to raczej eksperyment, jednak mam cichą nadzieję, że coś z tego wyjdzie fajnego. Od razu wspominam - ciąg dalszy za 3 tygodnie.

    Składniki:

    • 250 g miodu
    • 1 szklanka cukru
    • 125 g masła
    • 500 g mąki pszennej
    • 2 nieduże jajka
    • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
    • 1/4 szklanki zimnego mleka
    • 1/4 łyżeczki soli
    • 10-15 g przyprawy do piernika
    • powidła śliwkowe





    Miód (najlepiej uprzednio nieco rozpuszczony), cukier oraz masło włożyć do garnka i podgrzewać na małym ogniu, mieszając, aż masło i cukier się rozpuszczą. Tę zabójczo słodką substancję odstawić do ostygnięcia.
    Do miski wsypać mąkę, przyprawę do piernika i sól. Sodę rozpuścić w zimnym mleku. Mleko wlać do mąki, podobnie jak przestudzoną maślaną masę miodowo-cukrową. Zawartość miski wymieszać, po czym wbić jajka i jeszcze raz wymieszać, aby ciasto uzyskało jednolitą konsystencję. Następnie całość przełożyć do kamionkowego garnka lub miski ceramicznej (chyba że wszystko było przygotowane już w nim), przykryć płócienną ściereczką i wstawić do lodówki na około 3 tygodnie.

    cdn...

    sobota, 24 listopada 2012

    Racuszki z jabłkami na maślance


     
    W czwartkowy wieczór toczyła się debata, co zrobić na piątkowy wieczór (czasami rodzicom zdarzają się powroty do tradycji bezmięsnych piątków). No więc wymyśliłem, że bardzo dawno już nie było racuszków. A że w internecie znalazłem przepis nieco różniący się od tradycyjnego, stosowanego przez mamę (mleko zostaje tam zastąpione maślanką), to zdecydowałem się go wypróbować, lecz również odrobinę zmodyfikować. Oryginał wzięty z bloga Agnieszki.

    Składniki:
    (na ok. 13 sztuk)

    • 500 ml maślanki
    • 200 g mąki
    • 2 jajka
    • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
    • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
    • 1,5 łyżeczki cynamonu
    • 4 spore jabłka
    • szczypta soli
    • olej do smażenia
    • cukier
    • jogurt lub gęsta śmietana do polania



    Jabłka umyć i obrać. Pokroić je na kawałki o ulubionej wielkości (niektórzy wykrawają gniazda nasienne i siekają w grubą kostkę, u nas raczej preferuje się jeszcze większe kawałki, obkrawając plasterki wokół trzonu).
    Do miski wlać maślankę, wsypać mąkę, sodę, proszek do pieczenia, cynamon, dodać szczyptę soli. Niektórzy dodają do ciasta cukier, jednak wtedy łatwiej je przypalić. Całość dokładnie zmiksować, aby uzyskać konsystencję gęstej śmietany (jeśli będzie zbyt gęste, dodać maślanki, a gdy zbyt rzadkie - mąki). Następnie do ciasta wsypać jabłka i dokładnie wymieszać całość łyżką. Następnie wstawić ciasto na ok. pół godziny lub więcej do lodówki.
    Na patelnię wlać olej i dobrze go rozgrzać. Gdy olej będzie gorący, zmniejszyć płomień pod patelnią i łyżką nalewać ciasto. Jeśli płomień będzie zbyt duży, z zewnątrz racuszki się spalą, a wewnątrz pozostaną surowe. Smażyć aż się ładnie zrumienią, po czym za pomocą szpatułki i widelca obrócić je na drugą stronę i również obsmażyć. 

    Następnie wyjąć je na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, żeby odsączyć zbędny tłuszcz. 
    Podawać na ulubiony sposób (ja preferuję osłodzony jogurt naturalny).

    niedziela, 4 listopada 2012

    Zupa jarzynowa


    Jesień w domu na wsi ma swoje określone smaki. Rodzice zajadają się pieczonymi jabłkami, z kolei dla mnie głównym smakiem lata i jesieni jest zupa jarzynowa. Prosta, przyrządzona z tego, co rośnie w ogródku. Pyszna, pożywna, szybka w przygotowaniu. Tym razem przyrządzana na gościnnych występach u rodziców. Tak więc do dzieła!

    Składniki:

    • 2 kostki rosołowe wołowe (u mnie zastąpione przez żeberka)
    • pół główki średniej kapusty
    • 2 średnie marchewki
    • 1 seler (u mnie mrożony)
    • 2 korzenie pietruszki (u mnie suszone)
    • 1 mała cebula
    • 2 nieduże pory (u mnie mrożone)
    • chili
    • curry
    • odrobina mąki
    • śmietanka (lub jogurt)
    • koperek
    Z kapusty obłamać odstające liście, umyć i wyciąć głąb, poszatkować dość drobno. Jedną marchewkę i selera zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Mięso wrzucić do wody (jakieś pół garnka), zagotować i odszumować (w przypadku kostek po prostu zagotować).


    Po zebraniu nalotu z mięsa, wrzucić te warzywa, które są w całości (drugą marchewkę, pietruszkę, cebulę), doprawić kilkoma ziarnami pieprzu oraz solą. Gotować na wolnym ogniu przez ok. 15 minut. Po tym czasie dodać starte warzywa i gotować kolejne 30 minut. W kubeczku rozrobić jogurt lub śmietankę z mąką, po czym dolać do zupy, żeby ją zabielić. Następnie doprawić suszonym chilli oraz curry w proszku, w razie potrzeby dodać więcej soli i pieprzu. Zamieszać, zagotować i odstawić. Podawać z siekanym koperkiem (może być wsypany bezpośrednio do zupy).